Dziergam na drutach i szydełkuję, szyję, maluję, a nawet przędę, próbuję coś wyhodować w ogródku, głaszczę koty... nie umiem siedzieć bezczynnie.Jestem matką trojga dzieci. Można by im poświęcić całą dobę, ale czasem żeby nie dać się zwariować potrzebuję HOBBY i o tym właśnie jest ten blog.

czwartek, 28 października 2010
Kołowrotek u lekarza

Tytuł wpisu jest dwuznaczny, ale tak wyszło :D

Odwiedziliśmy z mężem "Pracownię na Kaszubach".

Nasz kołowrotek jest teraz wyregulowany. A tu spotkał się z "kolegą" o bardzo podobnej konstrukcji:

Elu, serdecznie dziękujemy!

Wyszliśmy napompowani wiedzą i z torbą czesanek ;)

Więcej możecie obejrzeć tutaj

poniedziałek, 25 października 2010
Kołowrotek

Co za charakterne urządzenie! Odmawia współpracy, spieszy się i "przekręca" nitkę.

Echhhhhhhhhhhhhhhh

Nieco więcej napisałam tutaj.

czwartek, 21 października 2010
Farbowanie (znowu!)

Postanowiłam spróbować czy uda mi się wydusić z farbek  do lukru coś więcej niż pastelowe kolory.

Co tu kryć- moje dziecko rozrobiło mnóstwo niebieskiego i żal mi było wylać.

DA się:

Tylko że wyszła bardziej zielona niż niebieska :D

Po uprzędzeniu wygląda tak:

90 metrów, 34 gramy, czesanka to mieszanka  wełny corriedale cytując sprzedawcę "This is a corriedale blend with a fiber diameter of 28 micron & staple length of 3 to 3 1/2 " .

środa, 20 października 2010
Czekolada, karmel, śmietanka

Nie, nie przepis na deser ;)

O taka włóczka kilka dni temu uprzędziona:

Jeszcze pokażę jak wyglądała czesanka:

Po sprzędzeniu i skręceniu w podwójną nitkę wyszło mi 80m/54g - całkiem porządny kawał włóczki. Może na czapkę? Kolory bardzo na czasie, więc kto wie. Jest niezwykle mięciutka bo to  była merynosowa czesanka.

poniedziałek, 18 października 2010
Farbowanie i spotkanie

W końcu odwiedziła mnie Jola. Przy okazji przywiozła wypalone moje pierwsze ceramiczne arcydzieła, jednak ich nie pokażę bo niezłe potworki mi wyszły ;)

Pod jej fachowym okiem spróbowałyśmy farbowania  wełnianych czesanek. Zresztą to joline czesanki, ja muszę chyba zakupić jakieś białe, bo wyniki eksperymentów bardzo zachęcające.

Ta po prawej to pierwsza próbka, a  tęcza po lewej dzieło Joli ;D

Po sprzędzeniu wygląda tak:

A ja muszę powiedzieć że przędzenie każdego centymetra tej nitki to była najczystsza przyjemność.

Dzięki Joluś, wpadaj częściej :*

PS. Nie zgadniecie CZYM farbowałyśmy (chociaż niektórzy już wiedzą ;))

sobota, 16 października 2010
Ale prezent dostałam! :D

Patrzcie i zazdroście:

(Teraz większość czytelników bloga zastanawia się pewnie czy zwariowałam, oraz czemu ma pożądać plasterka z łóżka fakira)

To jest grzebień do mieszania wełny! U Eli napatrzyłam się jak tego cudeńka używać i też taki chciałam. Mąż mi zrobił niespodziankę i przy pomocy pracownika zmontował ten skarb.

Podoba mi się do tego stopnia że ustawiłam sobie tę fotkę jako tło pulpitu:

No ale nie o wygląd tu przecież chodzi, działa tak:

czwartek, 14 października 2010
Achhhh- mięciutkie cudo

Na spotkaniu prządek skubnęłam od Eli odrobinkę luksusowej czesanki- soja, bambus i cośtam.

W końcu postanowiłam ukręcić to w nitkę.

To czesanka w mojej łapce, widzicie ile żółtego?:

To w trakcie przędzenia:

To już gotowa pojedyncza nitka, żółty prawie zniknął:

Postanowiłam skręcić tę nitkę w podwójną i na dodatek posłużyć się cwaną metoda zapodaną nam przez Elę na spotkaniu prządek, a w tym celu trzeba zrobić coś takiego:

- widać jaka ładna ta nitka, ale zamotanie na ręku chyba zrobiłam kompletnie za przeproszeniem "od dupy strony" , o dziwo- zadziałało :D

A tu gotowa podwójna nitka, widzicie jak jej "przybyło" w porównaniu z pojedynczą:

Jak to piszą na znanym portalu aukcyjnym na A- zdjęcia nie oddają jej uroku:

Włóczka jest przecudownie miękka, z lekkim połyskiem- 11 metrów/6 gram

Ja się tylko pytam- gdzie jest żółty?

PS. Ela też opisała tę czesankę tutaj, a nitka jej wyszła kompletnie inna, daję słowo że to ta sama  mieszanka ;P

środa, 13 października 2010
Czysty len

Czesankę lnianą przędzie się trochę inaczej niż wełnę. Ja bym powiedziała że... łatwiej. Bardzo przyjemnie, bo ja uwielbiam len.

Mąż się ze mnie mocno nabijał że kupi mi sznurek w sklepie bo wychodzi mi równo jak z maszyny :/

No właśnie nie wiem o co chodzi, w sumie to dopiero zaczynam prząść, spodziewałam się mocno nierównych nici, a tu jakieś takie... bez charakteru :(

Czysty len, jednak po uprzędzeniu nie do końca przypomina sznurek, jest bardziej miękki, trochę jak włóczka.

A po zwinięciu w oldskulowy kłębek mamy 41g/88m nitki:

niedziela, 10 października 2010
Szara nitka

Kończą mi się czesanki "do filcowania", więc niedługo przestanę nudzić.

Ta czesanka z kolei była cudownie mięciutka, ale i tak nie udało mi się zrobić cieniutkiej nitki :(

Około 107 metrów nitki.

Wczoraj żółta nitka z poprzedniego wpisu została użyta na kwiatek szydełkowy. Juuuuuhuuuuuu, da się tego dziergać! A ja znów spędziłam sobotę na gadaniu o nitkach i kręceniu. (Ale nie mam fotek).

A teraz na wrzecionku- len...

sobota, 09 października 2010
Druga nitka

Jakąś czesankę  w domu znalazłam.

A propos zakupu czesanki- jeszcze nie całkiem "rozgryzłam" temat. Ta liliowo- zielona pochodzi z Etsy. Inne- nie pamiętam kupiłam jakiś czas temu do filcowania, jak mi się skończą pewnie będe musiała poszukać źródełka.

No więc ta żółta czesanka- kiepska, ufarbowała mi palce na dwa dni ( żółte palce zauważyłam dopiero pod koniec roboty) i miejscami była mocno poszatkowana. Ale do ćwiczeń- co mi tam.

Postanowiłam dodać jej nieco "głębi", co jakiś czas wplotłam maleńki kłaczek turkusowej czesanki.

Tym razem nie przeliczyłam nawet metrów, a nitkę zwyczajnie nawinęłam na kartonik. To nie jest duża ilość, może na jakiś kwiatek- broszkę?

Acha- czas- od Telekspresu do końca Klanu ;)

 
1 , 2