Dziergam na drutach i szydełkuję, szyję, maluję, a nawet przędę, próbuję coś wyhodować w ogródku, głaszczę koty... nie umiem siedzieć bezczynnie.Jestem matką trojga dzieci. Można by im poświęcić całą dobę, ale czasem żeby nie dać się zwariować potrzebuję HOBBY i o tym właśnie jest ten blog.

środa, 06 października 2010
Do czego służy regał?

W czasie gdy moje "kochane maleństwa" znów zabierają się za budowę makiety Stajni Augiasza za pomocą zabawek co mają robić biedne kotki?

I dla lubiących zabawę "znajdź na obrazku":

poniedziałek, 15 lutego 2010
Kot jak się uprze...

Moje koty to łobuzy nad łobuzami!!!

Nie wierzycie?

Oto dowody:

Wchodzę pewnego dnia do pokoju Tytusa, a tam łóżeczko zdemolowane, a "sprawcy" na miejscu zbrodni (nikogo innego nie było) ;)

A chodziło im o:

Zabawkę!

Ale czy musieli od razu rozwalać pół pokoju??? :D

 

Ma ktoś może patent gdzie schować rośliny doniczkowe przed kotem?

Balansowanie na krawędzi, w celu zdobycia zielonego, w każdym razie im nie przeszkadza:

Tak naprawdę to postawiłam im już tę doniczkę na podłodze bo ile można zganiać kota ze stołu? A przedtem z parapetu i z półki...

 

A czy wspominałam że mysz którą zrobiłam zmieniła nieco wygląd na ciut bardziej potargany?

Ale co to za zabawka która ładnie wygląda i nikt się nią nie bawi?

sobota, 06 lutego 2010
Fajne zioło dziś kupiłam

;)

Nic nielegalnego, tamte to blog obok.

Kocimiętkę nabyłam w zoologicznym.

W celu wypchania nią zabawki dla futrzaków.

Włóczka której używałam ostatnio do kilku projektów już sama w sobie działa na koty jakoś przyciągająco, a z ziołem:

Pół godziny roboty, resztka włóczki Legend i Alminy na oczy, druty nr 3,5, szydełko 3,5, kocimiętka i resztka bawełny na woreczek do środka kopusu.

Kot zadowolony :)

sobota, 16 stycznia 2010
MIAU i miau

Duże miau i małe, ale coraz większe miau.

Ja ich po prostu uwielbiam!

Są słodcy, przyjacielscy, śmieszni, kochani, niekłopotliwi.

Pan Strasznie Duży i Poważny KOT- Tajfun sporo się nauczył od Małej Kuleczki- Zorby :) i wzajemnie.

Na przykład- kocie drzewko, za czasów jednego kota służyło nam tylko i wyłącznie za ozdobę salonu oraz drapak (co prawda dla dwóch, bo nasz syn też tam sobie "pazurki" drapie :D).Tajfun wsadzony na drzewo patrzył na nas wzrokiem"no chyba oci...., po kiego ja mam tu włazić?"

I tyle.

A potem nastał pan Kulka, który od razu na drzewko wlazł, półki zwiedził i nawet zaczął tam sypiać.

Tajfun patrzył na niego z dołu jakby chciał powiedzieć "wariat! a ja i tak nie włażę!".

Po czym udawał się na z góry upatrzone pozycje na parapecie, gdzie przez dłuzszy czas mała kuleczka nie umiała się wtarabanić, bo wysoko i punktów pośrednich brak.

Ale w końcu nastał ten dzień...

I tu objawił się w całej okazałości charakter naszego starszego kocura- kompletny brak agresji, chociaż widać było że jest okropnie niezadowolony z "wygryzienia" z ukochanego parapeciku.

Na znak protestu- wlazł na kocie drzewo, poocierał się i przespał na ulubionej półce młodego.

A co! Niech młody wie kto tu rządzi :)

 

A tak moi panowie spędzili najgorszą strzelaninę na Sylwestra (pod samym oknem strzelali- a jak!):

 

Ostatnio mnie rozśmieszyli. Panowie lubią sobie porządzić na dolnym poziomie domu, gdzie jest min. moja pracownia, czytaj: jedno łóżko, kilka foteli i dwie kanapy do kociego "ciężkiego pracowania" które tylko z wierzchu wygląda na spanie :D

Wchodzę więc do pracowni- bałagan mam nieziemski! bo ostatnio był tam ze mną pewnien dwulatek, dywanik pod krzesłem skopany w kulkę, a na nim:

No tak, przecież porządne koty nie maja gdzie leżeć biedactwa, to się podzieliły skulkowanym dywanikiem :)

 

A na koniec- mógłby mi ktoś wyjaśnić sprawę znikania/pojawiania się kota???

No serio! Idę na górę, zaglądam wszędzie, ani śladu choćby jednego kota, myślę "aha, pewnie są na dole", drzwi pozamykane, "o, miska pusta, dosypię karmy", nawet nie otwieram szafki, tylko pomyślę, odwracam się a tam:

No jakim cudem?????????

 

Z charakterów moje chłopaki to wypisz wymaluj Filemon i Bonifacy, tylko kolory mają odwrotnie niż tamci :D

PS. Uszy Tajfuna nie zostały pogryzione, to tylko takie kocie przepychanki- zabawy.

 

czwartek, 10 grudnia 2009
Nowe hobby- nie przebije nikt!

A mianowicie łażenie po scianach, bez asekuracji.

Nie mi na szczęście tak odbiło.

Jeden kot porządny, a drugi... koci?

Wszędzie go pełno, kwiatki poogryzane, robótki splątane, herbata nadpita.

I co ja mam z tą kochaną kuleczką zrobić?

poniedziałek, 16 listopada 2009
Nasze "chłopaki"- kocie historie.

Po kilku dniach pobytu nowego domownika.

Mały włącza mruczenie i próbuje się do dużego przytulić.

Na co duży robi minę "weź się odczep smarkaczu, ja FACET jestem".

Ale śpią prawie razem:

Jedzą zgodnie:

Do tej pory ignorowany drapak/wspinacz ma w końcu kociego komandosa:

I jest się z kim pozaczepiać:

A tu widać jak mały jest Mały w porównaniu z Dużym :D

Maluch jest tak ze dwadzieścia razy odważniejszy, zwiedził już cały dom, wszędzie go pełno, porozciągał mi już kilka kłębków włóczki po całym pokoju.

Mój mąż stwierdził "a bo Tajfun to taki kot o psim charakterze, a ten jest prawdziwym kotem".

Faktycznie tak się twierdzi o Maine Coonach, że są "psie", a psy nie włażą przecież na drzewa i słuchają pana... Zorba to Norweski Leśny, a leśny kot to chyba musi być spryciarz, prawda ? ;)

Możnaby na nich patrzeć cały dzień...

środa, 11 listopada 2009
Hmmmmmmm- "dzidziusiowy dzień"

Wczoraj był.

Po pierwsze- rano dostaliśmy sygnał że dzidziuś dla którego jest sweterek z kilku wpisów poniżej wyraził chęć przywitania świata. Pod koniec dnia już wiedzieliśmy że jak to piszą w serwisach "mama i dziecko czują się dobrze" :D

Po drugie- poślij tu chłopa gdzieś to wróci z:

Dzieckiem! Tylko że kocim.

A oto mina Tajfuna pt. Czy TO tu zostanie? i czy to jest to co myślę?

A niewyspana jestem... łaaaaaaaaaa.

środa, 06 maja 2009
Kocia waga

Jeżeli półroczny kociak waży 4,5 kg to roczny będzie ważył 9??? Ciekawa jestem.

Tak czasem sypia mój łobuziak:

poniedziałek, 04 maja 2009
Nowe hobby- fryzjerstwo ;)

Chociaż szczęśliwą mamą córki jestem od ponad 7 lat, dopiero teraz nadeszła era "spineczkowo- kitkowa", a to pod wpływem długowłosych koleżanek ze szkoły :)

Przedtem mała spinki i gumki uparcie ściągała, uczesać się nie dawała, więc miała dość krótkie fryzurki- bezobsługowe.

Czego to jednak kobieta nie zrobi żeby zaimponować innym kobietem ;)

No i próbuję sobie przypomnieć jakieś fryzury i sklecić je niewprawną dłonią. Ja dla odmiany długie włosy miałam zawsze i był to jeden z koszmarów dzieciństwa- czesanie przed 6 rano, bo mama szła do pracy i włosy ściągnięte na mur- beton bo musiało się utrzymać do wieczora.

Dlatego wygoda Zuzki przede wszystkim, ale uwielbiam ją czesać swoją drogą.

A ostatnio miałam w pracowni takiego niespodziewanego gościa (przyszedł sam) dzielne kociątko:

Po takich wizytach trzeba uważać co się do kociego pyszczka "przypadkiem przykleiło" ;)

A dzisiaj w nocy kawał mojej szydełkowej robótki uległ destrukcji, a nitka dokumentnemu zaplątaniu wokół nóg krzesła, wszystko oczywiście samo tak! Ktoś z takimi niewinnymi oczętami by tego nie zrobił:

 

czwartek, 26 lutego 2009
Aaa, kotki dwa...

I blondasy obydwa :)

Może komuś nie umknęło, jakiś czas temuw naszym domu pojawił się KOT.

Troszkę na "wariackich papierach", bo tamtego dnia wstając rano nie miałam zamiaru mieć kota, potem pogrzebałam w internecie, potem trafiłam na stronę hodowli, która jest dosłownie kilka domów od nas, zobaczyłam zdjęcie Tajfunka i... zakochałam się ;)

A ja nawet "nie lubiłam kotów", tak się zastanawiam teraz że to chyba jednak moja matka ich nie cierpiała, ale mniejsza z tym.

No więc mieszka sobie z nami pan kot.

Skąd tytuł wpisu, miały być DWA.

No więc po chwili pierwszego oswojenia się zwierzaka z nami mamy nieodparte wrażenie że do tej pory MIELIŚMY  juz kota, ale nie wiedzieliśmy że mamy, w związku z tym teraz mamy dwa.

A oto dowody:

1. Koty ZAWSZE bawią się razem:

2. zdobycz służąca do zabawy automatycznie przechodzi na własność obydwu rozrabiaków:

3. Trzeba się wspomagać:

4. Po wspólnej zabawie- wspólny posiłek:

I tak dalej, w sumie sa nierozłączni i zaczęli funkcjonować w naszym domu pod określeniem "koty". Np. "mamooooooo, koty znowu rozwaliły jedzenie dla chomika". "czemu mam sprzątać to koty nabałaganiły".

Oburzonym radzę się powachlować chusteczką, szanujemy człowieczeństwo naszego dziecka, ale jego interakcje z kotem są naprawdę zadziwiające.

Nigdy, przenigdy zwierzak nie wysunął pazurka na małego, chociaż mógłby i POTRAFI (tak mamo, nie trzeba było go trącać pogardliwie łokciem to by nie robił jak rowścieczona puma).

Od początku uczyliśmy dzieci że z kotem trzeba z wyczuciem, no ale roczniak się czasem rozochoci w zabawie i pociągnie kota, na co kot odsuwa się cierpliwie... na jakies 20 cm i bawią się znowu. a mały tez chyba rozumie bo przychodzi i prosi mnie gestami żebym mu pomogła delikatnie głaskać kotka.

Najbardziej zadziwiająca historia przydarzyła mi się jakiś czas temu: mąż wyjechał na kilka dni ze starszymi dzieciakami, zostaliśmy w domu tylko ja, Tytus i kot. Pierwszy dzień upłynął spokojnie, na zabawie. Wieczorem jak zwykle położyłam małego spać, zamknęłam drzwi od sypialni. Normalnie Tytus przesypia noc i budzi się rano. Tej nocy o 4 obudził się z płaczem i goraczką- chory :( Kot dostał szału, zaczął biegać, miauczeć, wyszłam z sypialni, położyłam małego na kanapie i poszłam po środek na gorączkę, kot zaczął go trącać nosem, miaucząc przeraźliwie, biegał ode mnie do małego i zachowywał się jak szalony, nie w sensie agresywnie tylko jak bardzo zaniepokojony zwierzak. Dałam małemu lekarstwo, ponosiłam, a potem położyłam do łóżeczka, wszystko w asyście Tajfuna, który próbował nawet do łóżeczka wskoczyć, miałam wrażenie że chce pomagać. Tak się zachowaniem zwierzaka wystraszyłam (serio!) że chociaż choroba nie wyglądała strasznie rano wezwałam lekarza, a może te koty tam swoje wiedzą? Mały szybko wyzdrowiał.

Obecnie dziecko drzemie w łózeczku, a kot na kanapie, jak się obudzą będą pewnie znów ganiać razem piłkę, bawić się w chowanego (fajnie to wygląda), albo "gadać" po swojemu bo Tytus zaczął wydawać dźwięki stosowtylko do "rozmowy" z kumplem.

A u mnie normalny dzień- odsunąć krzesło, zdjąć kota, usiąść, zabrać kotu kłębek włóczki i już można sobie podziergać ;)

Swoją drogą, czy to Wam nie przypomina pewnej sceny z kotem ze "Shreka 2"??

 

 

 

 

 
1 , 2