Dziergam na drutach i szydełkuję, szyję, maluję, a nawet przędę, próbuję coś wyhodować w ogródku, głaszczę koty... nie umiem siedzieć bezczynnie.Jestem matką trojga dzieci. Można by im poświęcić całą dobę, ale czasem żeby nie dać się zwariować potrzebuję HOBBY i o tym właśnie jest ten blog.

sobota, 07 lipca 2012
Miały być wpisy

Nie mam niestety czasu. Ale troszkę uszyłam:

Dwie spódnice i sukienka. Wyszło tak jakoś... monokolorystycznie. Ale to przypadek Wysoki Sądzie, przysięgam! Uszyłam też FIOLETOWĄ tunikę i biorę się za ZIELONĄ sukienkę. Ale tunika została mi skonfiskowana za pomocą spojrzenia szczeniaczka, pięć minut po uszyciu, zdjęć brak.

Uch, nie mam weny na błyskotliwe wpisy, a miało być o tym jak zawiodłam się na nowych numerach "Burdy"...

18:22, kasiaba1 , szycie
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 04 czerwca 2012
Słyszałyście kiedyś o Cozy?

To taki sweterek wymyslony przez panią Donnę Karan. Można go nosić na wiele sposobów, "skręcając, związując i zarzucając" jego poły.

Od dawna na niego chorowałam, jednak cena... no cóż.

Ale jak się człowiek uprze, ma maszynę i szmatkę.

Moja wersja swetra a la Cozy wygląda tak:

Pokazałam trzy sposoby noszenia, które najbardziej przypadły mi do gustu. Po więcej musicie sięgnąć na stronę DKNY ;P

12:57, kasiaba1 , szycie
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 28 maja 2012
Prosta, w paski

Sukienka z dzianiny.

Czas wykonania, mniej więcej godzina. Bardzo wygodna.

09:11, kasiaba1 , szycie
Link Komentarze (6) »
niedziela, 20 maja 2012
Lniana sukienka

To to co leżało na stole w którymś z poprzednich wpisów.

O! Ja chyba jeszcze trochę pamiętam jak się szyje.

Proszę zwrócić uwagę na gustowne guziczki na ramionach, obciągnięte materiałem przez mojego męża i syna (byli strasznie rozczarowani że chcę tylko dwa).

Ja w lnianej sukience

Materiał: len z domieszką z Textilmar

Wykrój: "Szycie krok po kroku" nr 1/2012, zmodyfikowany troszkę

PS. W bardzo, bardzo starym numerze Burdy był artykuł pt. "Len się gniecie i o to chodzi". Się gniecie. Wersja oficjalna- tak MA BYĆ ;)

11:28, kasiaba1 , szycie
Link Komentarze (2) »
piątek, 18 maja 2012
A po dziecko do przedszkola idę tak:

W sumie to nie ma się czym zbytnio chwalić.

Sukienka- prototyp, bo chciałam wypróbować wykrój własny. Miała być prosta jak tylko się da, bez zaszewek, bo przymierzam się do pasiastej dzianiny. I koniecznie do kolan (moich ;P). Ktoś wie czemu sklepowe sukienki przypominają raczej bluzki?

A tak się robi zdjęcia samowyzwalaczem (tjaaaaaaa- wszystkich gdzieś wywiało):

W każdym razie- twór udany, bardzo wygodny, codzienny. Może przy następnej uda mi się ładniejsze fotki, wiecie takie "szafiarskie" ;)

09:51, kasiaba1 , szycie
Link Komentarze (3) »
sobota, 27 listopada 2010
Sezon lepienia bałwana

Dzisiaj pojawił się  u nas pierwszy śnieg. Dzieciaki pobiegły na dwór zaraz po śniadaniu.

Od dawna po głowie chodziły mi specjalne rękawiczki do grzebania w śniegu, te dziane dobrze grzeją ręce, ale przemakają dość szybko.

Poszłam do pracowni, odrysowałam na papierze własną rękę. wycięłam z polaru po trzy łapki na jedną rękawiczkę (bo maja dodatkową warstwę z cieńszego polaru, od strony dłoni), naszyłam ozdóbki aby dzieci wiedziały gdzie góra, zszyłam. I po 15 minutach! byłam z powrotem z dwoma parami, niezbyt zgrabnych, ale za to może praktycznych rękawic. Muszę jeszcze małemu takie zrobić, tylko mniejsze.

Ciekawe jak się sprawdzą.

W międzyczasie śnieg prawie stopniał.

11:59, kasiaba1 , szycie
Link Komentarze (4) »
sobota, 17 lipca 2010
Torebeczka, kreatywny recycling ;P

Modny teraz ten "kreatywny recycling", nie?

A propos dwóch poprzednich wpisów.

Nogawka od jeansów, resztka włóczki, odrobinka szycia maszynowego.

Torebeczka na komórkę i jakiś drobiazg.

Dziecięciu oczy się zaświeciły kiedy zobaczyła co robię.

TAK to się będzie strzępić! TAK szwy nie są pod linijkę. I o to właśnie chodzi :D

05:48, kasiaba1 , szycie
Link Komentarze (3) »
piątek, 16 lipca 2010
Krótkie spodenki- szycie

No nie od zera.

Jak ktoś ma siedmiolatka to z surowcem do produkcji krótkich spodenek nie powinien mieć żadnych problemów- spodnie wytrzymują maksymalnie miesiąc i przecierają się na kolanach jakimś cudem ;)

Próbowałam przykleić łatki- nie wytrzymały.

Ale lato jest, niech się spodnie nie marnują.

Krok pierwszy- nożyczkami ciach:

Krok drugi- obszyć żeby się mocno nie strzępiły:

06:15, kasiaba1 , szycie
Link Komentarze (5) »
czwartek, 12 lutego 2009
Umiem szyć czy nie? część 1

Przy okazji szycia strojów karnawałowych dla dzieci odkurzyłam troszkę umiejętności krawieckie.

Przy okazji powspominałam dawne czasy...

Z opowieści mamy wynika że "za mlodu" razem z ciotką wszystkie kreacje "na zabawy" szyły sobie same, generalnie szyły ręcznie (Haute Couture, co?? ;)), dziadek miał maszynę dysponującą jednym prostym ściegiem, ale wszystkie obrzucenia szwów, dziurki itd. trzeba było wykonać ręcznie. Co moja mama do dzis uwielbia, a ja wolę siąść i płakac jak mam sfastrygować zamek, albo przyszyć guzik.

Sporo tych kreacji zachowało się w babcinej wersalce, po latach, będąc nastolatką, rzuciłam się na nie jak wygłodniały lew, niestety okazało się że tkaniny z dawnych czasów, chociaż na oko w dobrym stanie kiepsko się piorą, deformują, a farbują... jakby ktoś do małej szmatki powszywał zbiorniki z farbą. Nie za bardzo dało się je nosić. Zresztą, z dwóch rodzajów ubrań pasowała na mnie jedna połowa, ta należąca do mojej mamy :), ubrania ciotki kompletnie nie pasowały, za to w wełnianej, czarnej miniówie mamy z czasów liceum zdawałam jeszcze maturę i mam ją do dziś, chociaż nie noszę.

Ale to taki rys historyczny.

Inne żródła podają że moja mama krążąc ze mną, jako noworodkiem w wózku, w pobliskim sklepie wypatrzyła "rzut" maszyn do szycia. Ja tego nie pamiętam oczywiście, dla mnie maszyna do szycia marki "Łucznik" była w domu od zawsze, a mama zdecydowała się na rzadką wersję- z szafką. Taką szafkę otwierało się z przodu, na dzwiczkach opierało górną klapkę, wyjmowało maszynę zamontowaną tam na zawiasie i miało się stolik, trochę miejsca, a w szafce była skarbnica materiałów.

No cóż- "skarbnica"- sklep z napisem "tkaniny" był prawie na rogu naszej ulicy, jedyne czego tam nie brakowało to były gigantyczne bele watoliny :) Dostawy materiałów były mocno nieprzewidywalne i co atrakcyjniejsze kąski rozchodziły się w blizej nieokreślony sposób ;) by zostać dopuszczonym do bractwa należało sobie wyrobić tzw. "znajomości", czego moja mama stosunkowo szybko dokonała przy pomocy odsprzedanej butelki płynu do naczyń oraz co ważniejsze elokwencji.

Od tamtej pory godziny spędzało się na plotkach "tylkonachwilęwejdziemy" , a materiały trafiały w tajemniczych pakunkach zawiniętych w szary papier w ręce mojej rodzicielki (taki łup odwijało się w domu, kto by tam wybrzydzał nad kolorem).Przy okazji ojciec wiedział gdzie nas szukać, chociaż rzadko odważał się zapuszczać w ten szmaciano- ploteczkowy świat :)

No więc w domu były: materiały, maszyna.... trzeba było jeszcze jakoś tkaninę skroić. Z prostymi formami typu spódnica z zaszewkami mama sobie radziła, dla mnie z reguły szyła spódniczki na gumce. Trudniejsze... i tu znowu cała historia, a generalnie to miał być krótki wpis. Chodziło się do pani krojczyni, która urzędowała w sklepie z tkaninami (nie w tym pobliskim, tu była tylko pani repasatorka, kto pamięta co robiła?? ;). Ta pani krojczyni, po odstaniu w kolejce do niej brała w swoje ręce nasz bezcenny kupon materiału i rysując na nim kredą "wyczarowywała" z niego części do pozszywania, uprzednio zdejmując miarę z mamy lub ze mnie. A skąd pomysły do takich kreacji? W przeważającej części były to machane w powietrzu opisy podpatrzonych gdzieś na ulicy ubrań " tu taka falbanka a rękawy zaczynały się stąd...", ale dzięki rodzinie na tzw. zachodzie miała maja mama dostęp do tzw. KATALOGU.

Katalog to był w owym czasie skarb bezcenny, młodzież uproszona jest o nie stukanie się tak mocno w głowę, krzywdę sobie zrobicie,  no więc katalog miał w przybliżeniu objętość książki telefonicznej i był zwykłym katalogiem wysyłkowym, spotykanym w Niemczech powrzechnie, zawierał różne rzeczy od namiotów i garnków przez zabawki. I co najważniejsze- UBRANIA. Żeby było jasne- NIC nie można było w Polsce z niego zamówić! Ale stając sie posiadaczką takiego "skarbu" zyskiwało się  nobilitację w towarzystwie- dosłownie, urządzało się spotkanka gdzie kilka babek spędzało godziny na wertowaniu kilkuset stron szmatek i robiło to z wypiekami na twarzy.

Osoby do lat 30 proszone sa o niewpisywanie mi tu komentarzy typu "Co za wiocha!" albo "a nie mogły se kiecki w sklepie kupić"- NIE MOGŁY, a czemu zapytajcie babcię.

Można było pójść za to z katalogiem i materiałem do pani, która po wskazaniu odpowiedniej kreacji kroiła nam ją posługując się zdjęciem, po przybyciu do domu pozszywać to sobie własnoręcznie i... zadawać szyku.

Na zakończenie tej części jeszcze napiszę że z niemałym zdziwieniem spotkałam ostatnio w pasmanterii kawałek "mydła krawieckiego", bezwonny i zgrabnie uformowany do rysowania po tkaninie. Kiedyś używało się do tego po prostu niewymydlonych resztek. Ale w dobie mydeł w płynie i innych żeli... Kupiłam :D

CDN...

 

11:26, kasiaba1 , szycie
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 26 stycznia 2009
Worek na kapcie

Wiedziona wyrzutami sumienia że mój syn, biedactwo od października nosi kapcie do szkoły w płóciennej siatce- uszyłam mu worek.

Z tzw. "rzeczy które można znaleźć na każdym podwórku".

Konstrukcja torbopodobna, z klapką, zapinana na guzik, pasek z syntetycznej taśmy.

Materiał został zaakceptowany.

A reakcja?

"A co to? O, może się przyda... na zabawki?" I już miał powędrować tam gdzie starannie dziergane ręcznie sweterki, czyli na dno szafy... znacie to? Normalne że mama coś tam ciągle dłubie, nawet to próbuje wcisnąć biednym dzieciom, ale żeby się od razu zachwycać...

I tak jutro pójdzie z tym workiem do szkoły ;)!!!

14:07, kasiaba1 , szycie
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2