Dziergam na drutach i szydełkuję, szyję, maluję, a nawet przędę, próbuję coś wyhodować w ogródku, głaszczę koty... nie umiem siedzieć bezczynnie.Jestem matką trojga dzieci. Można by im poświęcić całą dobę, ale czasem żeby nie dać się zwariować potrzebuję HOBBY i o tym właśnie jest ten blog.

poniedziałek, 14 maja 2012
"Tej wiosny miśki pomerdało..."

Tytuł notki to cytat z reklamy, tekst rozbraja mnie całkowicie i ze skutkiem natychmiastowym.

Ale ja nie o tym.

Tej wiosny coś mnie pomerdało i myślę sobie może by tak napisać coś na blogu? Dodatkowym dowodem na pomerdanie jest fakt że dawno nic nie wydziergałam, za to wzięłam się za szycie...

Dziękuję za uwagę, o ile ktoś to przeczyta ;P

sobota, 29 stycznia 2011
Rocznica...i pożegnanie

Dzisiaj mijają dokładnie cztery lata od pierwszego wpisu.

Widać dość dobrze że w ciągu czterech lat formuła uległa wyczerpaniu. A z całą pewnością ja uległam pewnemu wypaleniu.

Krótko mówiąc- KONIEC bloga Poppy.

Nie będzie ciągu dalszego.

piątek, 21 stycznia 2011
Dla mnie to nie Dzień Babci

Nie tknęło mnie nawet, kiedy na kolejnym blogu czytałam wspomnienia o babci.

21 stycznia to dla mnie urodziny mojego syna starszego i tyle, niby wiem co to za data, ale byłam zajęta przygotowaniem tortu, prezentów, udawaniem że nie ma żadnego brudu (remont! z cekolowaniem, który z dwóch dni zrobił się tygodniem) itd.Babcie nie żyją od ponad dwudziestu, ba, niemal trzydziestu lat :(

Dopiero w Empiku- pewna kobieta pytała o kartkę na Dzień Babci, inna szukała prezentu... obie z brzdącami w takim wieku, że pewnie i tak nie będą wiedziały o co chodzi, na razie.

Nie zadzwonię, kartki nie wyślę, prezentu tym bardziej.

Jedną znałam teoretycznie lepiej, bywałam często, spędzałam tam wakacje itd. Jednak paradoksalnie to z drugą odczuwam jakąś więź, niesamowite podobieństwo w wielu sprawach, ot, choćby to, że jeśli miałabym mieć jakieś talenty artystyczne "po kimś" to to właśnie po niej. Wpajano mi w domu rodzinnym takie a nie inne poglądy na rodzinę, jednak moje o dziwo są właśnie takie jak mojej babci ze strony ojca, ale odkryłam to dopiero po wielu latach, po jej śmierci. Więc pewnie mam to w genach ;D Fizycznie też jestem podobna, swoją drogą.

Pisałam o niej zresztą już kiedyś tutaj

A Wy, zadzwoniliście już dziś do Babci?

 

niedziela, 17 października 2010
Rodzinna opowiastka z wełną w tle

Będzie dzisiaj długi wpis.

Do dywagacji skłoniły mnie dwa fakty- proste wyciągnięcie szmatki kuchennej z szafki oraz zakupy czesankowe.

Teraz będę długo i zawile wyjaśniać o co mi chodzi ;P

Gdzieś tak w roku 1980, a może '81 w moim domu rodzinnym wybuchła gigantyczna moda na "australijskość". Ba, moda ogarnęła również domy rodzeństwa mojej mamy, babci i dziadka oraz wszystkich bliższych i dalszych krewnych. A wszystko za sprawą ciotki, rodzonej siostry mojej mamy i jej niespodziewanego oświadczenia, zresztą wydanego w trakcie gdy moja rodzicielka akurat brała zamach motyką nad zachwaszczoną grządką kalarepy. A zamach to moja mama, ma! Mało sobie nogi nie ucięła gdy usłyszała "Wychodzę za mąż... za australijczyka" :D

Teraz to może nic dziwnego, ale w tamtych czasach, wytrzaśnięcie kogoś z antypodów było rzadsze niż UFO, bo chodziły słuchy ze ufoludki "latają nad Mazurami".  Natomiast istnienie jakiejś tam Australii było całkowitą fikcją w naszych głowach.

Dodatkowo ciotka była uważana za tzw. "starą pannę" (była pod pięćdziesiątkę), etatowo pełniła funkcję chrzestnej i nic nie zapowiadało romantycznej historii, a mieszkała z nami w jednym mieszkaniu.

Jak powiedziała tak zrobiła ;), wyjechała do tej dalekiej krainy, gdzie mieszka do dziś.

Potem cała rodzina oglądała z wypiekami na twarzy zdjęcia ciotki z papugami, kangurem czy drzewkiem pomarańczowym w przydomowym ogródku.

Moja mama znosiła do domu stosy takiego czegoś, kupowane w sklepie na rogu. A co ja przypadkowo wyciągnęłam z szafki bo pewnie dostałam "w posagu" opuszczając dom rodzinny:

Popatrzcie- lniana kuchenna szmatka, pamiętam że były  kiedyś najróżniejsze "australijskie" wzorki, ale mam tylko tę. Jest nawet na niej obrazek ze strzyżeniem wełny i jakaś owca (może to ten merynos, z którego się teraz czesankę u nas kupuje?). Na dole po prawej ma napis "handpainted", ma nawet czytelną metkę z napisem "made in Poland". Mimo że liczy sobie niemal trzydzieści lat i była używana, jest w bardzo dobrym stanie. Ale skąd u nas w sklepach w czasach gdy nie było NIC takie dziwa?

Domyślam się że może to tzw. słynne "odrzuty z eksportu". Drukowaliśmy NA LNIE obrazki i wysyłaliśmy australijczykom? Być może.

Druga historia z tego samego cyklu- ta sama ciotka przysłała pewnego razu paczkę, do podziału wśród całej rodziny, ale na adres mojej mamy, ze skarbami typu tkaniny. Paczka była zapakowana w worek pocztowy i nadana statkiem. Bohaterem stał się ten niepozorny wór, albo raczej to z czego go wykonano. U nas wtedy aż do czasu gdy nastąpiła era sztucznych tworzyw worki robiło się z lnu, czy konopii, bo były najtańsze i łatwo dostępne.

Zgadniecie z czego był australijski worek pocztowy? Tak, z wełny! Zgrzebnej ale z wełny. Pamiętam że  sam worek wzbudził większą niemal ciekawość niż jego zawartość. Pielgrzymował od domu do domu, w końcu chyba coś z niego uszyto.

Niby nic w tym dziwnego, to co jest dostępne lokalnie jest tanie.

No to ja się pytam, tak po przejrzeniu polskich sklepów z czesankami- gdzie jest len? Gdzie inne nasze rodzime produkty? Merynos australijski- proszę bardzo, jedwab- nie ma sprawy, to akurat może i fajnie.A to co powinno u nas rosnąć jest naprawdę trudno zdobyć, szkoda.

Oj, coś tu się porobiło na opak :(

poniedziałek, 11 października 2010
10.10.10

Gdzieś wyczytałam że trzeba sobie zapamiętać co się robiło w takiej dacie.

A mianowicie- nic takiego ;P

Poprzędłam sobie len.

Pojechaliśmy nad morze, pogoda zupełnie niepażdziernikowa, ciepło i słonecznie. Kocham morze, ale w sezonie letnim to może niekoniecznie je odwiedzam.

Wierzcie lub nie, jesienią nad morzem jest o wiele piękniej niż latem!

Termometr w samochodzie wskazywał 18 stopni!

A potem wrócić do domu i próbować zlepić sto zdjęć w jedno.

I poprząść sobie len...

wtorek, 05 października 2010
Ziemia jest płaska...

Wczoraj w filmie widziałam na własne oczy :)

W świecie gdzie strażnik miejski jest wilkołakiem, albo wilkołaczką żeby być dokładnym. Najsympatyczniejszą osobą jest kat. Demony pracują jako płatni zabójcy. Golemy jako coś w rodzaju pracownika do wynajęcia. I NIC nie jest na swoim miejscu, nawet głupia szpilka.

W tym świecie trzeba uruchomić urząd pocztowy.

Polecam film także wszystkim miłośnikom i sympatykom naszej kochanej PP, czekającym drugi tydzień na priorytet z sąsiedniego miasta ;D

Tytuł "Piekło pocztowe" ("Going postal"), nadaje go obecnie HBO i pewnie będą powtarzać nieraz.

Polecam!

A tu zwiastun:

PS. Wciągnęło mnie, mimo że nie zauważyłam żadnych dzianin ;)

piątek, 01 października 2010
Nie chcę żadnej wojny...

Nie chcę żadnej wojny ze sklepem e- dziewiarka.

Jestem na to zbyt chora, a moja lekarka jak mantrę powtarza "a denerwuje się czymś pani?"

Jak ktoś chce niech tam kupuje.

Zauważcie tylko:

W sklepie podaje się swoje dane (nazwisko, e-mail, telefon, adres).Tak się składa że podałam adres "gazetowy", lubię nick kasiaba1 i wszędzie z niego korzystam, również w blogu i innych sklepach, łatwo mnie wobec tego "namierzyć".

Bardzo mi przykro że sklep SPRAWDZIŁ co zamówiłam, co piszę o tym w blogu, oraz postanowił to upublicznić i odpowiednio skomentować :(

Podkreślam- nie napisałam GDZIE kupiłam te włóczki, tylko że mi się nie podobają. Na marginesie, akurat te dwie nie są unikatem na naszym rynku, sprzedają je również inne sklepy.

Parę razy pisałam też że włóczki z tego sklepu lubię...

Ja osobiście żałuję dwóch rzeczy- że zajrzałam na stronę e- dziewiarki, robię to dość rzadko, a tu niespodzianka, jestem omawiana w okienku ;/

Oraz żałuję że teraz wcale nie chce mi się zaglądać do własnego bloga :(

środa, 29 września 2010
No i proszę- nie wolno mieć negatywnej opinii

Wchodzę sobie dzisiaj do sklepu E- dziewiarka (a co się będę czaić), mnie tam nikt nie waha się wywoływać.

I czytam:

"admin : BasiaZ tą opinię o włóczkach Cashmira i Magic Fine wyraziła pani, której zdjąłem komentarze z "lekcji dziergania skarpet" niesłusznie wytykające złe umiejętności Kalimery jao nauczycielki. Może takie są odczucia tej pani, a może jest to reakcja na usunięcie tych komentarzy." oraz szereg opinii o mnie osobiście np.

" Wiesz... ja tam jestem zdania, że są na tym świecie ludzie i ludziska, optymisci i tacy którym wiecznie nic nie odpowiada i marudzą i gledzą itp. A co do Cashmiry to własnie skończyłam sweterek z Cashmiry BD i jestem tez na tak ;)"

skąd wiem że o mnie?

": \"Cashmira- ja tam niewrażliwa jestem niestraszny mi skrzypiący akryl, ani wełna gryząca. A tej \"Kaszmiry- szmiry\" dotykałam z najwyższym obrzydzeniem. To jest tak specyficznie paskudna w dotyku włóczka że strach. Nie cierpię jej\""

to zacytowała jedna z Pań.

No cóż:

Nie napisałam że Cashmira skrzypi, tylko że skrzypiący akryl mi niestraszny, włóczka JEST obrzydliwa w dotyku, jakaś taka jak z gumy, ma dziwną strukturę, chociaż przy pierwszym dotknięciu wydaje się miękka, w robocie wydała mi się naprawdę nieprzyjemna.

Co do moich uwag do kursu skarpetek, które zostały SKASOWANE.

Miałam DWIE, nie dotyczyły personalnie autorki i nigdy nie pozwalam sobie na personalne wycieczki do kogoś kogo nie znam, jak widać nie wszyscy mają takie zdanie.

Po pierwsze- w potrzebnych materiałach były druty nr jakiś tam, a potem coś w stylu nabrać oczka na druty nr (inny rozmiar). Nie było w żaden sposób zaznaczone nic o zmianie drutów.

Zapytałam- autorka wyjaśniła.

Dopisałam że ja robię ciut inaczej (ściągacz robię cieniutkimi drucikami, bo inaczej mi się rozciągacz robi).

To te "obraźliwe i niemerytoryczne uwagi".

Po drugie- do zrobienia skarpetek używa się czterech drutów i przerabia piątym. Autorka kursu nazwała je drut nr 1, nr 2, nr 3, nr 4". Zasugerowałam że może lepiej byłoby "pierwszy, drugi..." bo mi "drut nr 3" kojarzy się z "drut 3 mm". Tak się czasem pisze drut nr 3, mając na myśli 3 milimetrowy.

To również zostało skasowane i uznane  chyba za obrazę i krytykę.

Jestem perfekcjonistą, nic nie poradzę, mam też na koncie troszkę doświadczenia w kwestii kursów robótkowych, chciałam pomóc. Jednak skoro moje uwagi zostały źle odebrane- zaprzestałam i przeszłam nad tym do porządku dziennego.

A teraz dowiaduję się że "mszczę się" , tiaaaaaaaaaaa.

Ciekawe czy inne sklepy, które sprzedają te włóczki też zgłoszą się z pretensjami (taka "Fastryga" na przykład) :D

Bardzo przykro że publicznie ktoś robi sobie wycieczki do moich osobistych cech za... opinię o włóczkach.

Zauważcie że nikogo nie zniechęcałam do zakupu w konkretnym sklepie, ani bezpośrednio do zakupu konkretnych włóczek!

Negatywne opinie o włóczkach wyrażałam już kilka razy, z taką reakcją spotykam się po raz pierwszy...

 

Ciekawe czy inne sklepy, które sprzedają te włóczki też zgłoszą się z pretensjami (taka "Fastryga" na przykład) :D
Jest mi bardzo przykro że publicznie ktoś robi sobie wycieczki do moich osobistych cech za... opinię o włóczkach.
Zauważcie że nikogo nie zniechęcałam do zakupu w konkretnym sklepie!
Negatywne opinie o włóczkach wyrażałam już kilka razy, z taką reakcją spotykam się po raz pierwszy...

 

Nie chciałam tego w ogóle publicznie poruszać, no ale skoro kto inny zaczął, odpowiadam.

Nie poczułabym się urażona wypowiedzią w stylu "ta pani nie ma racji, według nas włóczka jest mięciuteńka, luksusowa itd". Ale przeciwko osobistym insynuacjom w miejscu publicznym zmuszona jestem zaprotestować. Mam prawo (a może jednak nie?)

Echhhhhhhhhh, a ja chciałam sobie włóczki pooglądać w miłym miejscu :(

wtorek, 07 września 2010
Koniec bloga? czyli Find me on Ravelry as kasiaba1

Jakieś osiem lat temu powstała moja pierwsza strona internetowa z robótkami.

Potem lepszym rozwiązaniem wydawał się blog, bo można łatwo edytować, pisać ile wlezie itd.

Blog Poppy z Sosnowej cieszy się dużą popularnością, tak sądzę po statystykach.

Nie oszukuję się- większość wchodzących ogląda pewnie tylko pobieżnie obrazki.

Bywa też tak że treści publikowane przeze mnie są uważnie analizowane i użyte do obrażania mnie oraz dywagowania np. na co mam czas w życiu prywatnym, co potrafię a czego nie itd.

Z mojego punktu widzenia- głównie przydaje mi się notatka o ilości zużytej na projekt włóczki i numerze drutów czy szydełka. Te informacje mogę sobie zanotować na Ravelry...

Pewnie ucieszę sporo złośliwców, na marginesie- ze złośliwcami tak to już bywa że zwykle topią się we własnej złości i nie mają pojęcia dlaczego toną.

Jeszcze się troszkę waham. Ale w sumie po ilości komentarzy widać że gadam do siebie, a tego długiego wywodu bez zdjęć i tak nikt nie doczyta do końca.

 

 

środa, 25 sierpnia 2010
O o ło eooooo... Malabrigo

Zeszły sezon jesienno-zimowy upłynął pod znakiem supercienkiego moheru.

W tym roku na dziewiarskim rynku w Polsce pojawiło się MALABRIGO.

Ja już oszalałam na jego punkcie ( i nie tylko ja ;P)

A co to takiego? Urugwajska firma produkująca i ręcznie farbująca włóczki, zresztą na temat historii i celów nie będę się rozwodzić.

One są.... nieopisywalne, ale kto nie miał w ręku powinien to jak najszybciej nadrobić. Malabrigo Lace na przykład kryje w małym 50 gramowym moteczku 430 metrów nici, są one tak miękkie że prawie ich nie czuć w palcach, farbowane na niesamowite kolory, niestety i tak zdjęcia nie potrafią oddać ich piękna.

Mi najbardziej podobają się motki farbowane ton w ton, bo nawet jeśli teoretycznie jest to jeden kolor to przepięknie mieni się w robótce. Ale istnieją też ciekawe zestawienia kontrastowych kolorów:

Ciekawostka- kolor Ravelry Red zainspirowaly logo R. (tu w postaci grubszej nitki Malabrigo Worsted).

Z ilości Malabrigo Lace którą trzymam w ręku można podobno wydziergać sweterek z rękawkiem, rozmiar S. W dodatku mimo oszałamiającej cienizny dzierga się je na 4.

Zamierzam to wkrótce sprawdzić, mam już swoje kilka (no, kilkanaście) motków w różnych kolorach. Oprócz sweterków wychodzą z tej cienizny genialne chusty.

Inne grubości Malabrigo są równie miękkie i uzależniające.

Spróbujcie koniecznie!

Ja już pierwszy projekt rozpoczęłam, na razie szydełkowy... trzeba się początkowo przyzwyczaić do delikatności nitki.

PS. Pozdrawiam wszystkie uczestniczki wczorajszego wieczornego szaleństwa zakupowego ;) (kto uczestniczył będzie wiedział o co chodzi).

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12