Dziergam na drutach i szydełkuję, szyję, maluję, a nawet przędę, próbuję coś wyhodować w ogródku, głaszczę koty... nie umiem siedzieć bezczynnie.Jestem matką trojga dzieci. Można by im poświęcić całą dobę, ale czasem żeby nie dać się zwariować potrzebuję HOBBY i o tym właśnie jest ten blog.

środa, 07 marca 2007
200 wyświetleń...

... i 2 komentarze.

Czyli średnio 1 % osób skomentował.

Dobrze czy źle?? Hmmmmmmmmmmmm

wtorek, 06 marca 2007
Pierwszy granny square

Nie ruszając się od kompa spłodziłam pierwszy kwadracik (tzn. najpierw się ruszyłam przekopać piwnicę w poszukiwaniu włóczki i szydełka, z sukcesem). Ponieważ nie lubię robić "bez celu" mam już pomysł na wykorzystanie tego kwadracika.

Kocyk dla księżniczki

Wczoraj stwierdziłam że do księżniczkowego pokoju Zuzi nie pasuje stary kocyk przykrywający łóżeczko, pomijając fakt że jest on za krótki:

Ale za to genialnie by tu pasowała kapa zrobiona szydełkiem :) w kolorach pasujących do reszty- ściany są delikatnie liliowe, dywanik jak widać, taki bzowy.

Nienawidzę rozpoczynać szydełkowej roboty!!! Jest to jedyny etap, który ktoś mógłby wykonywać za mnie- na zlecenie, po pierwszym rzędzie już mogę machać ile wlezie, nawet kocyk. W związku z tm wykombinowałam że kocyk będzie robiony metodą "na okrągło", jako tzw. granny square (nie wiem czy to ma jakąś polską nazwę).

Szperając w sieci wynalazłam jak to ma mniej więcej wyglądać:

Swoją drogą, w bardzo fajnym blogu:

Knitgarden

 

A tu instrukcja jak zacząć taki kocyk (od 5 oczek łańcuszka juhuuuuuuuuuuu):

 

instrukcja- granny square

Przy okazji znalazłam ciekawostkę:

Rękawiczki szydełkowe robione w jednym kawałku, instrukcja tu:

instrukcja- rękawiczki

Potem planuję jeszcze kilka zmian w pokoiku- pomalować łóżko, na ścianach obrazki itd. Powinno wyjść dość ładnie i dziewczyńsko.

poniedziałek, 05 marca 2007
Nie wytrzymałam...

Jednak po miesiącu bezczynności, kiedy głowa pęka od pomysłów- nie wytrzymałam. Desperacko udałam się do piwnicy gdzie przegrzebałam stos worów i pudeł w poszukiwaniu "czegoś" robótkowego.

I znalazłam to:

Chustę z cudownego, cieniutkiego moherku w kolorze złamanego różu (zdobycz lumpeksowa mamy), robótkę rozpoczęłam gdzieś we wrześniu i jak widać za dużo nie mam.

Robi się prościuteńko- ściegiem francuskim, nie trzeba nic liczyć, ani wogóle myśleć o niej, typowa robótka "do poczekalni" czy w podróż. Na koniec planuję jakoś ładnie obszydełkować brzeg.

 

niedziela, 04 marca 2007
Filozofować będę...

Uwaga- naszło mnie na flozofowanie, jak ktoś chce o robótkach- niech dalej nie czyta.

Przeglądając zeszłoroczne zdjęcia znalazłam takie:

I tak się składa że ono pięknie odzwierciedla mój stan umysłu ostatnio- po przeprowadzce wszystko jest " nie po mojemu", nawet złośliwe włączniki światła nie tam gdzie się ich spodziewam, nikogo tu nie znam, nawet pani w sklepie się nie uśmiechnie (a ja się szczerzę radośnie)- słowem czuję się jak ten mak wyrzucony gdzieś z łanu podobnych sobie gdzie powinien się z nimi kiwać radośnie i zgodnie.

I gdzie on/ my zabłądziliśmy i po co?

Siedzę w domu i podziwiam moją zbiedronkowaną ospą latorośl i w perspektywie mam drugą biedronkę- za jakiś nieokreślony czas (chyba wolałabym już szybciej).

Pocieszające jest tylko że skubaniutki na tym piachu wyrósł wyjątkowo dorodny :D i brak makowego towarzycha w zasadzie mu służy.

I tym optymistycznym akcentem- koniec na dziś.

sobota, 03 marca 2007
Drugi wpis...

No minęło już troszkę czasu od kiedy założyłam bloga.

Od tamtego czasu spadło na nas "siedem plag egipskich":

Po pierwsze i najważniejsze pod koniec lutego stałam się POPPY Z SOSNOWEJ, czyli przeprowadziliśmy się i ja- zagorzały wróg domów, leniwy zwolennik mieszkań stałam się właścicielką domuuuuuuuuuuuu, na ulicy Sosnowej (ładnie).

Po drugie- remont, już po przeprowadzce, bo trzeba było nieco dopilnować "budowlańców", chyba nie muszę tłumaczyć co to za "radocha" remont z cekolowaniem w domu :(

Po trzecie- dzieci zachorowały, potem mąż a na końcu ja- paskudna, uparta angina, a jakby tego było mało pod koniec Zuza (a już miała iść do przedszkola) przyszła i oświadczyła że ma "kropki" no i mamy ospę wietrzną, na razie jednoosobową, chociaż wiadomo że Tymek też się załapie.

Po czwarte- rzeczy nierozpakowane przez miesiąc, prowizorka króluje.

Po piąte- rzeczy do robótek leżą sobie w "pracowni"(czytaj- piwnicy, która ma być pracownią, a jeszcze się nią pochwalę) i nie robię nic!!!

Po szóste- przeniesienie, przemeldowanie itd. wszystkich spraw ze starych miejsc na nowe, to w sumie dwie plagi bo przenieśliśmy tu i dom i firmę (mam blisko do pracy hi hi- jakieś 10 metrów), no i okazało się że i w dzisiejszych czasch trzeba podania umieć pisać, bo niektórzy nie mają druczków i musiałam się prodkuować że "proszę... uzasadniam i przesyłam załączniki" ufffffffffff- ja tu chyba posiedzę do końca życia!!! Na marginesie- obliczyliśmy że przeprowadzka naszych gratów to dwa i pół dużego samochodu przeprowadzkowego, nie wiem gdzie my to mieliśmy poupychane :D

Dzieci w piaskownicy, jeszcze przed chorobą- fotka z okna kuchni

poniedziałek, 29 stycznia 2007
Pierwszy wpis

No i stało się- TEŻ założyłam blog. Czasem mam ochotę opisać co robiłam i przeżyłam....

Ciekawe jak też mi pójdą te zmagania z komputerem?

1 ... 36