Dziergam na drutach i szydełkuję, szyję, maluję, a nawet przędę, próbuję coś wyhodować w ogródku, głaszczę koty... nie umiem siedzieć bezczynnie.Jestem matką trojga dzieci. Można by im poświęcić całą dobę, ale czasem żeby nie dać się zwariować potrzebuję HOBBY i o tym właśnie jest ten blog.

środa, 29 września 2010
No i proszę- nie wolno mieć negatywnej opinii

Wchodzę sobie dzisiaj do sklepu E- dziewiarka (a co się będę czaić), mnie tam nikt nie waha się wywoływać.

I czytam:

"admin : BasiaZ tą opinię o włóczkach Cashmira i Magic Fine wyraziła pani, której zdjąłem komentarze z "lekcji dziergania skarpet" niesłusznie wytykające złe umiejętności Kalimery jao nauczycielki. Może takie są odczucia tej pani, a może jest to reakcja na usunięcie tych komentarzy." oraz szereg opinii o mnie osobiście np.

" Wiesz... ja tam jestem zdania, że są na tym świecie ludzie i ludziska, optymisci i tacy którym wiecznie nic nie odpowiada i marudzą i gledzą itp. A co do Cashmiry to własnie skończyłam sweterek z Cashmiry BD i jestem tez na tak ;)"

skąd wiem że o mnie?

": \"Cashmira- ja tam niewrażliwa jestem niestraszny mi skrzypiący akryl, ani wełna gryząca. A tej \"Kaszmiry- szmiry\" dotykałam z najwyższym obrzydzeniem. To jest tak specyficznie paskudna w dotyku włóczka że strach. Nie cierpię jej\""

to zacytowała jedna z Pań.

No cóż:

Nie napisałam że Cashmira skrzypi, tylko że skrzypiący akryl mi niestraszny, włóczka JEST obrzydliwa w dotyku, jakaś taka jak z gumy, ma dziwną strukturę, chociaż przy pierwszym dotknięciu wydaje się miękka, w robocie wydała mi się naprawdę nieprzyjemna.

Co do moich uwag do kursu skarpetek, które zostały SKASOWANE.

Miałam DWIE, nie dotyczyły personalnie autorki i nigdy nie pozwalam sobie na personalne wycieczki do kogoś kogo nie znam, jak widać nie wszyscy mają takie zdanie.

Po pierwsze- w potrzebnych materiałach były druty nr jakiś tam, a potem coś w stylu nabrać oczka na druty nr (inny rozmiar). Nie było w żaden sposób zaznaczone nic o zmianie drutów.

Zapytałam- autorka wyjaśniła.

Dopisałam że ja robię ciut inaczej (ściągacz robię cieniutkimi drucikami, bo inaczej mi się rozciągacz robi).

To te "obraźliwe i niemerytoryczne uwagi".

Po drugie- do zrobienia skarpetek używa się czterech drutów i przerabia piątym. Autorka kursu nazwała je drut nr 1, nr 2, nr 3, nr 4". Zasugerowałam że może lepiej byłoby "pierwszy, drugi..." bo mi "drut nr 3" kojarzy się z "drut 3 mm". Tak się czasem pisze drut nr 3, mając na myśli 3 milimetrowy.

To również zostało skasowane i uznane  chyba za obrazę i krytykę.

Jestem perfekcjonistą, nic nie poradzę, mam też na koncie troszkę doświadczenia w kwestii kursów robótkowych, chciałam pomóc. Jednak skoro moje uwagi zostały źle odebrane- zaprzestałam i przeszłam nad tym do porządku dziennego.

A teraz dowiaduję się że "mszczę się" , tiaaaaaaaaaaa.

Ciekawe czy inne sklepy, które sprzedają te włóczki też zgłoszą się z pretensjami (taka "Fastryga" na przykład) :D

Bardzo przykro że publicznie ktoś robi sobie wycieczki do moich osobistych cech za... opinię o włóczkach.

Zauważcie że nikogo nie zniechęcałam do zakupu w konkretnym sklepie, ani bezpośrednio do zakupu konkretnych włóczek!

Negatywne opinie o włóczkach wyrażałam już kilka razy, z taką reakcją spotykam się po raz pierwszy...

 

Ciekawe czy inne sklepy, które sprzedają te włóczki też zgłoszą się z pretensjami (taka "Fastryga" na przykład) :D
Jest mi bardzo przykro że publicznie ktoś robi sobie wycieczki do moich osobistych cech za... opinię o włóczkach.
Zauważcie że nikogo nie zniechęcałam do zakupu w konkretnym sklepie!
Negatywne opinie o włóczkach wyrażałam już kilka razy, z taką reakcją spotykam się po raz pierwszy...

 

Nie chciałam tego w ogóle publicznie poruszać, no ale skoro kto inny zaczął, odpowiadam.

Nie poczułabym się urażona wypowiedzią w stylu "ta pani nie ma racji, według nas włóczka jest mięciuteńka, luksusowa itd". Ale przeciwko osobistym insynuacjom w miejscu publicznym zmuszona jestem zaprotestować. Mam prawo (a może jednak nie?)

Echhhhhhhhhh, a ja chciałam sobie włóczki pooglądać w miłym miejscu :(

wtorek, 28 września 2010
Szyjogrzej "Strefa Mroku"

Tak go nazwałam bo mi pasuje do nastroju oraz do tego jak z całego serca znienawidziłam robótkę w trakcie ;/

Ręce spuchnięte, więc dziergam czując się jak w rękawicach, na szczęście większość już miałam gdy mnie to dopadło.

Pomysł i wzór- fajny. I na tym koniec  przyjemności.

Jak ktoś klnąc pod nosem dzierga to nie ma możliwości doprowadzenia projektu do końca...

Zamiast 28 cm szerokości ma 20 i nie zrobiłam szydełkowej bordiurki.

A z równowagi  dokumentnie wyprowadziły mnie... włóczki.

Obrzydliwe, ohydne, paskudne i tandetne!

Magic Fine i Cashmira (cóż za nazwy!), Pierwsza kusi oko kolorami, druga obiecuje miękkość i luksus nieomal kaszmirowy.

NIC z tego!!!!

Magic Fine- niedofarbowana, no ale niech będzie że taki jej urok, co chwilę inna grubość, źle skręcona, gryząca. Ale to co mi się porobiło z dwa razy założonym na krótko sweterkiem, z jej grubszego odpowiednika to woła o pomstę do nieba! Jakby mnie szalony niedźwiedź zaatakował o poszarpał.Zły skręt zaowocował tym że włóczka kompletnie się "rozsypała" i to w gotowej robótce.

Cashmira- ja tam niewrażliwa jestem niestraszny mi skrzypiący akryl, ani wełna gryząca. A tej "Kaszmiry- szmiry" dotykałam z najwyższym obrzydzeniem. To jest tak specyficznie paskudna w dotyku włóczka że strach. Nie cierpię jej!

Rosjanki chwalą się że kupują te "cudeńka" za grosze, na rynkach, u nas zdecydowanie kosztują za dużo jak na tak niską jakość. Takie jest MOJE zdanie, jeśli ktoś się nie zgadza ma do tego prawo, ale moich osobistych odczuć proszę nie kwestionować, też mam prawo.

No ale już kupiłam to odcierpiałam, bardziej z ciekawości jak wyjdzie wzór. Wątpię czy będę nosić.

Tak wyszło:

Fotki nie bardzo, ale sama sobie zrobiłam, w lusterku.

Wzór Leah Cowl Shawl, pani Che, można znaleźć za darmo na Ravelry.

Druty nr 4, po pół motka wyżej wymienionych włóczek (ale nie polecam), prawie 3 tygodnie.

Aha, zapomniałam, jeszcze mi dwulatek radośnie wyciągnął druta z robótki (kto to widział, dzwonić do drzwi gdy człowiek dzierga)- wyobraźcie sobie taki widoczek: robótka na okrągło, trzy motki na raz i ja próbująca nimi żonglować tak by się nie splątały, na żyłce prawie 300 oczek. No więc wracam po kilku sekundach od tych drzwi "nie nie potrzebuję ziemi", a mały zbój stoi z dumą i radością prezentując mi dwa zaostrzone patyczki z żyłką... Poryczałam się.

Horroru łapania oczek nie będę tu opisywać.

środa, 22 września 2010
Pojawiam się na chwilkę

Czuję że muszę co nieco wyjaśnić.

O komentarzach w poprzednim wpisie było mimochodem, mniejsza z nimi.

Powiem jasno- wkurza mnie "Co, nie masz czasu? A w blogu widziałam..."

Boli kogoś jak żyję i pracuję? To niech się zamieni. Wstaję często o 5 rano a kładę się po północy, ogarniam cały dom oraz pracuję na tzw. własny rachunek. Polega to na tym że owszem, mam czasem możliwość wyjścia na zakupy w środku dnia, jeśli znajdę chętnego do opieki nad młodym, ale również na tym że nikt mi nie przelewa pensji, oraz chorujesz=nie masz zleceń.

W tym wszystkim czasu na robótki jest niezwykle malutko. Dla laika, skoro coś skończyłam tzn. siedzę sobie i opływam w wolny czas. A czapkę robi się czasem w dwie godziny i tyle. Za to sweter zajmuje mi miesiąc o ile mam samozaparcie do skończenia.

Po co się tłumaczę? Odpowiadam na wcale nierzadkie ataki.

Cieszę się że jest grono czytelników, którzy czerpią z mojego bloga radość i inspirację :)

Robótki to fajna rzecz i bardzo to lubię, niestety trzeba mieć na nie ochotę, a ostatnio znowu mam kłopoty ze zdrowiem :( A ich końca nie widać.

Zmagam się z kilkoma choróbskami.

Jedna paskuda- nie ma możliwości żeby było lepiej, można (chyba) się tylko pogodzić. Obrazowo: jak facetowi utną nogę (nie ucięli mi nogi tak tylko porównuję) wypisuje się go ze szpitala z adnotacją chirurgów "wyleczony". I tyle z punktu widzenia lekarzy.

Druga- wydawało się że jest lepiej, byłam u lekarza z wynikami w piątek, a w następny poniedziałek posypało się tak że nie do wiary :(

Trzecie- to psychika mi siada w związku z tym wszystkim.

Ręce mam spuchnięte (to choroba) i roztrzęsione (to chyba leki) więc nie bardzo mi się w nich fajnie trzyma druty.

Ot, zwyczajne życie.

Dla tych, którzy jednak lubią mojego bloga, jak coś skończę, pokażę, ale nie wiem kiedy to będzie.

Trzymajcie się ciepło w ten coraz zimniejszy czas!

08:48, kasiaba1
Link Komentarze (22) »
wtorek, 07 września 2010
Koniec bloga? czyli Find me on Ravelry as kasiaba1

Jakieś osiem lat temu powstała moja pierwsza strona internetowa z robótkami.

Potem lepszym rozwiązaniem wydawał się blog, bo można łatwo edytować, pisać ile wlezie itd.

Blog Poppy z Sosnowej cieszy się dużą popularnością, tak sądzę po statystykach.

Nie oszukuję się- większość wchodzących ogląda pewnie tylko pobieżnie obrazki.

Bywa też tak że treści publikowane przeze mnie są uważnie analizowane i użyte do obrażania mnie oraz dywagowania np. na co mam czas w życiu prywatnym, co potrafię a czego nie itd.

Z mojego punktu widzenia- głównie przydaje mi się notatka o ilości zużytej na projekt włóczki i numerze drutów czy szydełka. Te informacje mogę sobie zanotować na Ravelry...

Pewnie ucieszę sporo złośliwców, na marginesie- ze złośliwcami tak to już bywa że zwykle topią się we własnej złości i nie mają pojęcia dlaczego toną.

Jeszcze się troszkę waham. Ale w sumie po ilości komentarzy widać że gadam do siebie, a tego długiego wywodu bez zdjęć i tak nikt nie doczyta do końca.

 

 

Tak wyglądam kiedy śpię

Denerwuje mnie światło w sypialni, niestety nie da się zasłonić bo nie wpada przez okno.

Więc wypróbowałam opcję opaska na oczy:

Wzór- khem, jak dla mnie schemat nie ma żadnego sensu, zrobiłam "po swojemu", ale idea jest zachowana, jak ktoś chce może kliknąć w plakietkę Ravelry i się zapoznać.

Włóczka Punto,  niecałe pół motka, szydełko nr 3,75, druty 3,5, godzinka roboty.

poniedziałek, 06 września 2010
Nic mi się nie chce- lalkowy płaszcz kąpielowy

Bo leniwy dziś dzień, a do tego poniedziałek :(

Zuza dawno mnie prosiła.

Włóczka Darling, około pół motka, druty nr 4, godzinka z okładem.

Lubię robić lalkowe ciuszki, efekt błyskawiczny, praktycznie każdą część garderoby da się "ulepić" z prostokątów.

niedziela, 05 września 2010
Sweterek w kilka godzin?

Tak miało być- szybko i łatwo.

Żeby nie było, generalnie jestem zadowolona z rezultatu.

A było tak:Trwało ze 3 tygodnie, bo nie miałam czasu, prułam 4 (słownie cztery!) razy bo nocne dzierganie jednak nie sprzyja bezbłędności, ale bez obawy to nie jest trudny projekt.

Voila!

Szydełkiem nr 12 to się robi, żre to to włóczkę jak głupie (ze 600g poszło). Włóczka- Alpina Plus, gruba.

Wzór- idea oparta na "babcinym" sześciokącie, tylko sześciokąta nie robimy na płasko, jak ktoś guglnie "granny hexagon sweater" to obejrzy mnóstwo takich obiektów. Trzeba zrobić takie dwa, zszyć i już.

Miałam zamiar skorzystać z tego wzoru, ale opis szydełkowy po angielsku to nie jest to w czym jestem najmocniejsza ;), zaciapałam się w pierwszym okrążeniu, więc zrobiłam poniekąd na czuja. Wyszło podobnie ;P

Aha, ludzie genialne sweterki dziecięce robią w ten sposób! Wystarczy dorobić dłuższe rękawki, kołnierzyk, jakieś zapięcie.

sobota, 04 września 2010
Aaaaaaaaaby nareszcie coś skończyć !

Gdzie nie zajrzę- rozpoczęta robótka to raz.

Setki nowych ustawiają się w kolejkę, bo nowy sezon i projektanci szaleją to dwa.

Początek września- szkolny kociokwik, nie mam czasu to trzy.

Uparłam się w ten weekend kończę, przynajmniej dwie robótki.

To liczę za jedną:

Proste czapki od góry, druty nr 3, skarpetkówka z Lidla, niecały motek. W zamyśle czapka na pierwsze chłody, cieniutka. Miś załapał się na czapkę na prośbę właściciela.