Dziergam na drutach i szydełkuję, szyję, maluję, a nawet przędę, próbuję coś wyhodować w ogródku, głaszczę koty... nie umiem siedzieć bezczynnie.Jestem matką trojga dzieci. Można by im poświęcić całą dobę, ale czasem żeby nie dać się zwariować potrzebuję HOBBY i o tym właśnie jest ten blog.

czwartek, 26 lipca 2007
Nie obijam się...

W sensie robótkowym.

Oczywiście w sensie zawodowym nie obijam się tym bardziej, pracuję jak szalona, kocham swoją pracę, kocham szefa, uwielbiam nowe zadania (szef czyta bloga ;)).

No w każdym razie w porażającym tempie jednego przyłączonego elementu dziennie rośnie "wiatraczkowa" tunika:

Nie wygląda imponująco, z całą pewnością robótka będzie wymagała napięcia, ale... z łączeniem elementów idzie mi coraz lepiej :D

Z ogródka:

dzisiaj kiedy wyszłam na chwilkę na taras zauważyłam to:

Poza tym chyba wiosna, bo właśnie zakwitł anemon i magnolia (drugi raz w tym roku, nawet ładniej niż wiosną, bo teraz ma liście).

Kto jeszcze nie widział mojego najmłodszego "dziecka", niech kliknie w moteczek poniżej, i może dołoży swoją cegiełkę do tworzenia w/w. Serdecznie zapraszam:

czwartek, 19 lipca 2007
Zrobiłam próbkę

Z czerwonej Sonaty.

Bardzo, bardzo mi się ten element podoba.

Marzę o sweterku z takich, będę pewnie dziubdziała je ze 3 miesiące, jeśłi samozaparcia starczy.

Sama próbka zajęła mi wieczór.

Ale to takie ładne... achhhhhhhhhh.

środa, 18 lipca 2007
Torebka

Zaproszona do zabawy przez Magdę spisuję zawartość torebki:

- podręczny aparat fotograficzny

- portfel

- smycz z kluczami

- telefon

- chusteczki higieniczne

- chusteczki do czyszczenia okularów

- zapasowe kluczyki do samochodu

- kilka faktur ze sklepu budowlanego (bo remont i zbieram faktury)

- parę ulotek reklamowych, które ktoś mi wcisnął na ulicy i głupio je było wyrzucić do najbliższego kosza

- długopis, ołówek- długopis jakby mi się ołówek złamał i ołówek jakby mi się długopis wypisał

- kilka faktur z przychodni lekarskiej (w drodze do kosza)

- bilety tramwajowo/autobusowe, ale nie pamiętam kiedy z w/w środków komunikacji korzystałam

- koralki luzem, bo zerwał mi się sznurek, trzymam je w bocznej keszonce, z postanowieniem naprawienia

- No- Spa

- często butelki z piciem dla dzieci

- jakieś suszone kwiatki, podarunki od dzieci, których szkoda mi wyrzucić

- kosmetyczkę, a w niej z 5 błyszczyków i pomadek, tusz do rzęs, lusterko, nożyczki i korektor

- skarpetki (bo nie lubię tych co dają u lekarza, wolę swoje)

- Tik- taki pomarańczowe (bo od dziecka nie znoszę mięty a pomarańczowe w zasadzie tylko noszę bo kto to słyszał że pomarańcze odświeżają oddech)

Oprócz tego mam jeszcze mocne postanowienie kupienia sobie "letniej" torebki, ale jeszcze jakoś nie natrafiłam na "tę jedyną", cóż, za rok też będzie lato. Na razie moja ulubiona ostatnio jest skórzana i ciemnobrązowa.

Do zabawy chyba już nikogo nie zaproszę, bo prawie wszyscy byli :P

piątek, 13 lipca 2007
Origami- dla dzieci

W czasie deszczu dzieci się nuuuuuuuuuuuudzą....

Nawet moje, chociaż obdarzone sporą fantazją i inwencją.

Dzisiaj wieczorem czeka nas kolejne przedstawienie w ich wykonaniu, tym razem kukiełkowe, kukiełki wymyślili i wykonali sami (jeszcze zanim mama zwlokła się z łóżka), są zrobione z rolek po papierze toaletowym :D

Niestety, zabrakło rolki na konia.

W roli konia wystąpi ŻYRAFA. I to nie byle jaka, bo wykonana przez mamę , własnoręcznie.

Moje pierwsze origami (do tej pory umiałam tylko stateczek).

A zaczęło się to tak: ostatnio w Empiku postanowiłam przejrzeć półkę z książkami o robótkach (muszę przyznać że całkiem sporo pozycji- niedawno nie było kompletnie nic). Wpadła mi w oko jedynie książka "Origami dla dzieci" R. Lucio, J. Sputz, R. Unger, pomyślałam że to jakiś nowy sposób żeby moich małych artystów zabawić. W książce są wzory na  zwierzątka i inne zabawki.

"Dla dzieci" nie mylić z "dziecinnie łatwe", no przynajmniej nie dla mnie, złożenie żyrafki zajęło mi z pół godziny i po drodze myślałam że kogoś pogryzę.

Ale wyszło, nawet podobne do książkowego i nawet stoi :D

Ze zwykłego papieru do drukarki.

Ale i tak jestem z niej bardzo dumna.

środa, 11 lipca 2007
A może na lwy by...

Wczoraj mąż zabrał mnie na spacer, na plażę w celu... pooglądania lwów (myślałam że morskich hihi).

Był lew- luzak.

Lwy z lekka znudzone:

Lew bardzo majestatyczny(ten miał kilka metrów wysokości):

A te mają jakby lekko kpiący wyraz... pyska?

A pojechaliśmy mostem, który bardzo lubię:

Na zdjęciach widać jaka "piękna" jest pogoda w Gdańsku, właściwie ciągle leje i jest zimno :(

Plaża wygląda smętnie, kilku zdesperowanych turystów, w przeciwdeszczowych kurtkach i z wyrazem smutku w oczach, snuje się po plaży i okolicznych barach, normalnie o tej porze roku zapchanych do granic możliwości.

Gdyby nie te lwy, nic by mnie tam nie zagnało.

A tak przynajmniej jest jakaś atrakcja.

No, ale ja mam w sumie plażę pod bokiem cały rok, a nie tylko na czas urlopu.

Jakby ktoś chciał popodziwiać lwy z piachu niech szybciutko się uda na plażę na Stogach, w Gdańsku, w tej ulewie mogą nie wytrzymać długo.

wtorek, 10 lipca 2007
Makowa tortura

Wiecie co?

Ja bardzo lubię maki :)

W moim ogródku ostatnio ich zatrzęsiene i każdy jest inny !!!, stoją biedactwa w ulewie:

"Kwietna łąka" coraz bardziej przypomina makowe pole:

A ja zaraz zwariuję, jeśli natychmiast nie przestanie padać!!!

I nie tylko ja tu wariuję:

No, dobra, żartowałam, oni się tylko tak bawią, a ich rodzicielka zamiast grzecznie wznosić się na wyżyny projektowania grafiki, bloguje.

No, już prawie koniec tortur, jeszcze się tylko muszę pochwalić liliowcami.

Ten nazywa się Pale Rider

A ten Rose Katherine:

 

wtorek, 03 lipca 2007
Marzyłam o kwietnej łące...

Marzyła mi się łąka, zupełnie jak dzika, z chabrami, makami i różnymi innymi kwiatkami rosnącymi nie pod sznurek...

W celu realizacji marzenia kupiłam chyba z 10 paczuszek różnych nasion, to co wyrosło, wygląda dość żałośnie :( większość wogóle nie wykiełkowała, chabry miały być różowe a są niebieskie i do tego jedna roślinka (z całej paczki).

Ale , na pocieszenie właśnie zaczynają kwitnąć maki, każdy jest inny.

A na brzegu rośnie maciejka- gigant:

 

Na wyładowanie złości...

Targają mną ostatnio bardzo negatywne emocje z powodu przedłużającego się remontu, którego końca nadal nie widać.

Wczoraj, żeby nikomu nie zrobić krzywdy zabrałam motek włóczki i poszłam do ogródka, żeby nie oglądać bałaganu i kurzu.

To jest absolutnie najohydniejsza włóczka jaką kiedykolwiek kupiłam!!! Na zdjęciu w internecie wyglądała zachęcająco, jak zobaczyłam zestawienie kolorów na żywo po prostu mnie zatkało :( Zwie się Nicky Plus, gatunkowo już się do niej prawie przekonałam, chociaż zaskoczyło mnie że jest taka cieniutka, a zalecają do niej szydełko nr 4.

Robiłam wg schematu ze strony Adriafila (i mi wyszło!!!), musiałam dodać nieco rzędów na dole czapeczki.

W każdym razie zrobiłam dziecku czapeczkę "do piaskownicy", skąd i tak wraca przeważnie nieziemsko brudne, nie zaszkodzi jak się czapeczka ciut przybrudzi, może być tylko ładniejsza.

Cieszę się że miałam tylko jeden motek- 50 gr, zużyłam prawie cały, robiłam szydełkiem 3,5

A złość wyładowałam nie do końca, bo i ta robota mnie pod koniec zdenerwowała.

Podczas robótki nie ucierpiało żadne zwierzę, ani człowiek.

PS. na zdjęciu ta włóczka wygląda o wiele ładniej niż w rzeczywistości, widać ona już jest taka fotogeniczna :D

niedziela, 01 lipca 2007
Morski zwiad :)

Dzisiaj był całkiem fajny dzień, rano wybraliśmy się na Shreka 3 (jak ktoś chce to chętnie opowiem z detalami i zakończeniem ;)), film nawet mi się podobał, chociaż dwie poprzednie części chyba bardziej.

Po obiedzie wyciągnęłam rodzinę "poszukać morza" tzn. generalnie wiemy w którym kierunku się rzeczone znajduje, wciąż i niezmiennie około 20 km od naszego nowego domu, ale potrzebowaliśmy jakiegoś dogodnego dojścia, bo moje dzieciaki to "wilki morskie" i w sumie okrągły rok dopytują się o plażę (gdańszczanie w trzecim pokoleniu, morze już mają chyba we krwi :D).

Znaleźliśmy bardzo fajne miejsce, gdzie ktoś urządził na łące prywatny parking, u gospodarzy można też zjeść smażóną rybkę, a dzieciaki mogą się pobawić. Dość blisko od plaży, spacerkiem przez las. Czuję że będziemy często tam jeżdzić- jakieś 25 minut od domu (może ciut więcej).

Ach, kocham zapach morza, piachu, wąskie dojścia do plaży obrośnięte rokitnikiem:

Dzisiaj zabraliśmy naszego szczeniaczka (ok. 30 kg wagi) żeby sobie pierwszy raz w życiu zobaczyła morze:

Uwielbiam dzikie róże, dla mnie symbol wakacji, kilka krzaków zasadziłam sobie w domu, ale ta jest nadmorska:

Było cuuuuuuuuuuuuuuudnie, szkoda że zapomniałam opróżnić kartę pamięci i zrobiłam tylko kilka zdjęć podręcznym aparacikiem. Za to jeszcze kilka dni będę wysypywać piach z butów, a moje włosy pachną morzem.

A małego siłą musiałam powstrzymać od kąpieli, nogi i tak zamoczył, wrzeszcząc "fajnie, fajnie, fajnie" a dodam że pogoda dziś bynajmniej nie upalna, dość ciepło, ale nie na tyle żeby się rozbierać do strojów kąpielowych.

Zwiad uważam za wyjątkowo udany.