Dziergam na drutach i szydełkuję, szyję, maluję, a nawet przędę, próbuję coś wyhodować w ogródku, głaszczę koty... nie umiem siedzieć bezczynnie.Jestem matką trojga dzieci. Można by im poświęcić całą dobę, ale czasem żeby nie dać się zwariować potrzebuję HOBBY i o tym właśnie jest ten blog.

poniedziałek, 31 maja 2010
I am unwritten...

No serio, nie wiem co robić.

JA

Miałam plany, oczekiwania, jedna głupia pomyłka lekarzy zniweczyła je na zawsze i bezpowrotnie.

Trzeba znaleźć coś nowego, tylko nie mam pojęcia CO.

Mąż podarował mi płytę z tą min. piosenką Natashy Bedingfield:

Pasuje jak ulał.

Sprzątam w pracowni, nie byłam tu dwa miesiące i... nie wiem co dalej.

czwartek, 06 maja 2010
Operacja "ratująca życie"...

Pogłoski o moim zejściu są ciut przesadzone, ale jak to mówią w każdej plotce...

Wiecie, co, ja mam ostatnio wrażenie że gram w jakimś odcinku "House'a", zaraz zobaczę ekipę z kamerami, a sama wstanę i przestanę grać... ale jakoś nic.

Poszłam, za namową lekarza na prosty zabieg do szpitala- "tak będzie dla Pani lepiej".

Miałam wrócić po kilku godzinach do domu... niestety o mało a nie wróciłabym wcale ;/

"Rzadko się zdarza" że tak prosty zabieg nie wyjdzie, trzeba wtedy "otworzyć" i ratować co się da.

Żyję, ale praktycznie jestem okaleczona do końca życia, po drodze zaliczyłam zakażenie i "chyba będziemy przetaczać krew".Ale jestem silna! (taaaaaaaaa) bo jakos co sie podobno rzadko zdarza chyba ze strachu ;P morfologia zaczęła mi się polepszać i odwalili sie z tą krwią.

No czy ja, kurcze, śnię?

I nienawidzę pytania "jak sie czujesz", bo nie mogę, choćbym pękła, odpowiedzieć "dobrze".

Aha- dobry news, lekarze pozwolili mi płakać "ma pani prawo, w tej sytuacji". (napisałam tylko o tzw. czubku góry lodowej sytuacji zdrowotnej).

Dziękuję wszystkim którzy do mnie pisali, dzwonili i esemesowali, jestescie kochani, tylko ja na razie- kumpela do bani.

A robótek- ciagle brak, jakoś nawet nie ciągnie :(