Dziergam na drutach i szydełkuję, szyję, maluję, a nawet przędę, próbuję coś wyhodować w ogródku, głaszczę koty... nie umiem siedzieć bezczynnie.Jestem matką trojga dzieci. Można by im poświęcić całą dobę, ale czasem żeby nie dać się zwariować potrzebuję HOBBY i o tym właśnie jest ten blog.

czwartek, 31 stycznia 2008
Słodki i tłuściutki...

Jak na Tłusty Czwartek przystało:

Tylko nie pozwolę go nikomu zjeść!!!

wtorek, 29 stycznia 2008
Rok...

Dzisiaj mija dokładnie rok, od kiedy założyłam bloga.

To był całkiem ciekawy rok... przeprowadzka do domu, 9 miesięcy remontu (a jeszcze sporo do zrobienia), Zuzia poszła do zerówki w szkole, zaszłam w ciążę i urodziłam Tytuska...

poniedziałek, 28 stycznia 2008
Moja córunieczka, mój kwiatuszek ;)

W gruncie rzeczy mam alergię na blogi, które całe są pisane w takim tonie jak tytuł tego wpisu, nie znoszę tekstów ociekających "skarbuniami", "kwiatuszkami" i fantazyjnymi zdrobnieniami, zajmującymi pół linijki.

No ale to nie na temat.

Popełniłam pierwszy w życiu strój karnawałowy.

Dziecko wymyśliło sobie że będzie kwiatkiem.

Elementy szydełkowe z żółtej włóczki, płatki z materiału na firanki, usztywnienie z plastikowej maty do wyściełania szuflad, "liście" z polaru.

Podobno kwiatek był tylko jeden ;) za to motyli "całe stado"- a to był nasz pierwszy pomysł.

Czego nie należy robić...

Jakiś czas temu przez naszą piwnicę przetoczyła się dość przykra awaria kanalizacji- sporo rzeczy zostało zalane... powiedzmy że nie do końca wodą.

Jedną z nich była torba z czterema motkami zółtej włóczki, włóczki na gwałt mi teraz potrzebnej.

Postanowiłam więc te motki wyprać.

Nic prostszego- wrzuciłam do pralki, dosypałam proszku i środka odkażającego, na wszelki wypadek.

Mąż wybierał się do pralni więc poprosiłam "kochanie, tam w pralce, w pralni są cztery motki włóczki, przynieś mi je , położę na grzejniku i szybciutko wysuszę".

Oto Co ukazało się moim oczom, nie licząc miny męża, z gatunku "bezcenne":

Dobrze że głupota śmieszy mnie nade wszystko, w tym jak miałam się okazję przekonać- własna również.

Trzy dni się śmiałam serdecznie, sama z siebie, rozplątałam trochę włóczki i zrobiłam to co zamierzałam.

Resztę, co do niteczki, rozplątał mój kochany mąż :)

 

poniedziałek, 21 stycznia 2008
No i mamy pięciolatka :)

21 stycznia 2003 pojawił się na tym świecie niejaki Tymoteusz B. , wzbudzając zresztą niezłą sensację wśród personelu medycznego- ważył 4550g i mierzył 61 cm.

Jak był niemowlakiem nie spotkałam osoby, która nie wykrzyknęłaby na jego widok "jakie on ma duże oczy"- "żeby Cię lepiej widzieć" cisnęło się na usta :P

Dziś nasz pięciolatek jest chudzielcem z rzęsami po same czoło.

Potrafi:

- liczyć do 100

- zadziwić mamę rozważaniami typu "ile jest nieskończoność dodać nieskończoność" albo "nieskończoność dodać zero", zresztą, rozważaniami z prawidłową konkluzją

- zarzekać się że nie umie czytać, ale... kiedyś czekając na mamę z tatą ni z tego ni z owego powiedział s- z- a- t- n- i- a, ale nazwanie liter, to nie to samo co czytanie w końcu, nawet pięcolatek to wie ;)

- pisać: mama, tata, Zuzia, Tymek

- rysować skomplikowane obrazki, najchętniej z wymyślonymi potworami, jakby ktoś nie wiedział co to "klapsomiot" to pocieszę- też nie wiedziałam- to potwór co wymierza klapsy, trudno się go rysuje bo na każdej z kilkudziesięciu rąk trzeba umieścić 5 palców (dla psychologów- nie bijemy dziecka, klapsy zna z kreskówek)

- ubrać się, sam wybierając sobie ubrania z szafy

- NIE rozmontować natychmiast zabawki, w odróżnieniu do: rozmontować na drobne KAŻDĄ zabawkę, ale to potrafił już półroczniak

- zadawać pytania natury teologicznej i nie tylko, przy których wysiada nawet tata

jest sporo rzeczy których pięciolatek nie potrafi, ale przy urodzinach nie pamiętam, pomyslę o tym jutro :D

poniedziałek, 14 stycznia 2008
Tytus Maximus

Tak nazwał nasze maleństwo pewien nasz kolega.

Coś w tym jest :)

W piątek byliśmy w przychodni, sześciotygodniowy "maluszek" waży 6400 g (czuje się to na rękach), pięknie "gadał" z panią doktór (aż jestem zazdrosna), odpowiadał uśmiechem na uśmiech, a położony na brzuchu podniósł się na rączkach. Czyli spokojnie trzymiesięczniak, nic mu nie przeszkadza że ma dopiero połowę tego wieku :D

Pani doktór nas zapytała żartem czy jesteśmy pewni że on ma tylko 6 tygodni.

Zaszczepiliśmy Małego no i to była okropna obraza.

A potem ja wskoczyłam na chwilkę do ginekologa, no i oczywiście jestem chodzący ideał, przynajmniej pod względem zdrowia, pod innymi- bynajmniej :) Ciekawe skąd mi się to wzięło po latach biegania do lekarza co chwilkę i ciągłych problemach- nagle "podręcznikowa" ciąża, poród w sumie też, idealne wyniki itd. hmmmmmmmmmm

A tu Tytusek i rodzeństwo: